– Karla, no co tak długo? – Z sypialni dobiegło ją mrukliwe ponaglenie.
– Już, już – odparła, ale jeszcze przez kilka minut wpatrywała się w puste miejsce przy furtce.
Tyle że Sławomir Nowak już nie wrócił.
Była ciekawa, jak matematyk zachowa się następnego dnia w szkole. Czy w ogóle powie jej, czego chciał i po co przyszedł?
Nie utrzymywali bliższej znajomości. Po prostu pracowali razem w jednej szkole. Dlatego tym bardziej zdziwiła ją wizyta Nowaka.
– Karla, bo ja tu stygnę!
Chłód przeniknął jej ciało. Straciła ochotę na seks, ale wiedziała, że się od niego nie wymiga.
„Jakoś to przetrwasz”, pomyślała, zamykając za sobą drzwi do łazienki.
W sypialni wpatrywała się w sufit. Poziome pęknięcie poruszało się wraz z nią, raz do góry, raz w dół. Mężczyzna przygniatał ją swoim ciałem i sapał, aż wreszcie stłumił jęk i zastygł. Potem sturlał się na bok i pogładził ją po udzie.
Mruknął coś niezrozumiale. Nie wnikała co.