– Nie pierdol, stara dupo – zestrofowała się szeptem i zgarnęła ręką telefon z podłogi. Tkwił tam podłączony do ładowarki.
Przy okazji dotknęła czegoś zimnego.
Klucze.
Odłożyła je i uruchomiła smartfon. Tak najczęściej zaczynała dzień. Nawyk z policyjnej roboty, którą rzuciła po śmierci męża przed dziewięcioma laty. On też był policjantem. Zginął w drodze do Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. Wsiadł na hondę VTX, ciężki czarny cruiser, uruchomił dudniący silnik. A ona wciąż słyszała głośne charczenie rur wydechowych, kiedy dodał gazu, i pamiętała błysk słońca na chromowanych częściach.
Przegoniła nawracające wspomnienia.
Na ekranie telefonu widniało pięć nieodebranych połączeń. Wszystkie od Ady Woźniak, nauczycielki polskiego i wychowawczyni synów Karlińskiej, bliźniaków Jana i Pawła. Pracowały razem w Katolickim Liceum Medycznym.