Karla poczuła intensywne uderzenie gorąca, które sprawiło, że zaczęło jej brakować tchu.
– Chyba nie chcesz powiedzieć, że…
– Tak – przerwał jej Kordecki. – To był Sławomir Nowak we własnej osobie.
– Nie rozumiem…
– Karla! – Podkomisarz zgromił ją wzrokiem. – Bądź tak miła i wyświadcz mi przysługę. Nie pierdol.
Ponownie odchylił się na oparcie fotela.
– Nie widziałam się z nim – odparła, zachowując spokój.
– Sąsiad zauważył go w pobliżu. – Wskazał palcem w kierunku okna.
– Gówno mnie to obchodzi. Nie widziałam się z Nowakiem. Czy to jasne? – fuknęła.
Herbst poprawił się w fotelu, a Kordecki nawet nie drgnął.
– Co robiłaś w piątek wieczorem?
– Słucham?
– Dobrze słyszałaś.
Karla prychnęła i wstała. Kaptur zsunął jej się z głowy, gdy podchodziła do okna. Wyjrzała na zewnątrz, na błyszczący w słońcu śnieg okrywający jej niewielki ogród.
Odwróciła się do policjantów.
– Byłam sama w domu.
– Może to ktoś potwierdzić?
– Ochujałeś? Znasz znaczenie słowa „sama”?
– Pytam, czy ktoś może to potwierdzić. – Podkomisarz nieznacznie podniósł głos.
– Tak. Oczywiście, że może.
– No to słucham.
Kobieta rozejrzała się po swoim domu i rozłożyła ręce.
– Kubki, szklanki i telewizor, ręczniki w łazience i jeszcze moja pościel.