Herbst musiał powstrzymać śmiech, ale Kordecki przygryzł dolną wargę i zmarszczył nos.
– Sama sobie szkodzisz, Karla. – Podkomisarz wydawał się zawiedziony. – Ale jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Na razie chciałbym cię prosić, żebyś wezwała chłopców.
– Po co?
– Zadzwoń po nich, jeśli nie chcesz, żebyśmy zaprosili Pawła na komisariat.
Karla z niedowierzaniem pokręciła głową. Wróciła na sofę, gdzie zostawiła komórkę. Nie usiadła. Wybrała numer do Pawła i tak długo wpatrywała się w Kordeckiego, aż ten w końcu przeniósł wzrok na puste kartki w notesie.
Syn odebrał po kilku sygnałach.
– Co tam?
– Migiem do domu – rzuciła, nie pozostawiając pola do dyskusji.
– Słucham? – zdziwił się.
– Jest u mnie policja. Macie natychmiast wrócić do domu. Nie zaraz, nie za chwilę. Natychmiast. Obaj. Czy to jasne? – cedziła słowa.
– Ale jak to?
Nabrała powietrza, żeby nie wybuchnąć.
– Czego nie rozumiesz?
– No bo Janka tu nie ma.
– Co to znaczy? – Zaskoczył ją, a Herbst i Kordecki wymienili spojrzenia.
– No, mama – jęknął. – Nie wkręcaj mnie i nie rób sobie jaj, dobra?
– Paweł! – syknęła.
– No przecież Janka tu nie ma – oznajmił syn oburzony.
– Nie ma go?
– No mama, halo! Wczoraj wrócił do domu. Nie nocował z nami.