Nowak uczył matematyki. Pracę rozpoczął we wrześniu zeszłego roku. Widywali się w pokoju nauczycielskim na spotkaniach rady pedagogicznej, lecz nie utrzymywali bliższej znajomości. Wysoki i chudy, z łysiną pośrodku głowy. Zawsze wydawał jej się wycofany, introwertyczny. Miły, ale jednak stroniący od towarzystwa. Zresztą tak jak ona sama. Z tego, co pamiętała, oboje byli w podobnym wieku. Nowak
miał żonę i syna, którego Karla dobrze znała z „medyka”, bo chodził do jej klasy. Przygotowywał się do matury.
– O czym ty, do diabła, mówisz? – Karlińska zmarszczyła czoło.
– Podobno ktoś go zamordował. – Koleżanka jęknęła na granicy płaczu.
– Zamordował? – Miała wrażenie, że w domu zrobiło się jeszcze chłodniej. – Jezus Maria. Ale kiedy i gdzie?
– Nie wiem, nie mam pojęcia! To znaczy nie wiem kiedy, chyba w nocy. – Głos Ady Woźniak wyraźnie zadrżał. Zdołała jednak opanować płacz. Pociągnęła nosem i dodała: – Rano zadzwonił do mnie Różycki.
– No i? – Karla ściągnęła brwi.
– Powiedział, że pod domem Nowaka stoją radiowozy, a policjanci ogradzają teren taśmą.
Jan Różycki, dyrektor Katolickiego Liceum Medycznego, mieszkał na tym samym osiedlu co Nowak. Dom Sławka znajdował się na końcu ślepej ulicy.