Wyrwa
Wojciech Chmielarz — Literatura

Przy drzwiach musiałem nacisnąć przycisk domofonu. Zawahałem się, przypatrywałem się z ciekawością swojemu palcowi, bo ten drżał tak, jakbym właśnie wychodził z ciężkiej delirki. Ale w końcu nacisnąłem to, co trzeba.

– Słucham. – Z głośnika odezwał się damski głos.

– Maciej Tomski – przedstawiłem się. – Przyszedłem po córkę.

Wpuścili mnie do środka. Panował tam przyjemny chłód. Wnętrze było kolorowe, niedawno odnowione. Na ścianach widniały różne zwierzątka: misie, pszczółki, zajączki. Wszystkie uśmiechnięte, żyjące w zgodzie i harmonii. Pomyślałem sobie, że chciałbym teraz zobaczyć tutaj jelonka Bambi. Albo małego Simbę. Albo z niezwierzęcych bohaterów Elzę i Annę, syrenkę Arielkę lub Bellę. Kogokolwiek, kogo mógłbym pokazać córce i powiedzieć, popatrz, oni też wychowali się bez mamy i wszystko dobrze się skończyło. Jednak na ścianie nie namalowano nikogo, kto mógłby przynieść mojej córce pociechę.