Wyrwa
Wojciech Chmielarz — Literatura

Nad drzwiami sali Wesołych Skoczków znajdowała się drewniana figurka zielonego konika polnego w kapeluszu. Przypominał trochę tego z disnejowskiego Pinokia (Pinokio! Kolejna postać, która wychowała się bez matki). Zapukałem, jednak chyba nikt mnie nie usłyszał. Nacisnąłem więc klamkę i wszedłem do środka. Dzieciaki akurat miały czas wolny. Część rysowała coś przy stolikach, inne po prostu bawiły się na podłodze. Wychowawczyni siedziała przy biurku, uzupełniała dziennik. Na mój widok się uśmiechnęła.

– Pan po Iwonkę?

– Tak – powiedziałem przez ściśnięte gardło.

– Zaraz ją zawołam.

– Nie trzeba. – Powstrzymałem ją.

Zacząłem szukać wzrokiem córki, ale to ona zauważyła mnie pierwsza i uśmiechnęła się szeroko. Iwona miała cztery lata. Wszyscy zawsze powtarzali, że jest podobna do mnie, choć ja, patrząc na nią, widziałem tylko jej matkę. Te same oczy, ten sam lekko zadarty nos i te same piegi na jego czubku i policzkach. Zrobiło mi się słabo. Oparłem się o framugę. Iwona biegła do mnie radośnie, więc wyciągnąłem w jej stronę dłoń, żeby przybiła mi piątkę. Zrobiła to z rozpędu, z całej siły. Rozległo się głośne plaśnięcie. Pomachałem ręką, udając, że zabolało.