– Proszę nie mówić o tym Iwonce. Ja muszę sam...
– Tak. Oczywiście.
Oprócz żalu dojrzałem w jej spojrzeniu rodzącą się ciekawość. Wahała się, czy zadać kolejne pytanie. Wiedziała, że to niestosowne, jednak pokusa okazała się zbyt silna.
– Co się stało?
Przełknąłem z trudem ślinę, a w piersi poczułem wielki, ołowiany wręcz ciężar.
– Wypadek samochodowy – wyrzuciłem z siebie szeptem.
– Tak mi przykro.
– Dziękuję.
Przechyliła lekko głowę i zapadła między nami długa, niezręczna cisza. Wyglądało na to, że zastanawia się, co może jeszcze dodać, ale nie potrafiła na nic wpaść. Przestępowała z nogi na nogę, coraz bardziej speszona, i chyba już zaczynała żałować, że w ogóle podjęła tę rozmowę. Normalnie bym jej współczuł albo sam szukał okazji, żeby zakończyć to spotkanie, jednak teraz było mi to obojętne. Janina, Janka nie żyła, a ja musiałem powiedzieć o tym naszym dzieciom. Tylko to się liczyło. Nic więcej.
– Muszę już iść – odezwała się kobieta. – Pawełek...
– Niech pani idzie – odpowiedziałem. – Niech pani nie mówi Iwonce. Ani nikomu innemu.
– Nie powiem – obiecała.
– Niech pani nie mówi.