Wyrwa
Wojciech Chmielarz — Literatura

– Proszę nie mówić o tym Iwonce. Ja muszę sam...

– Tak. Oczywiście.

Oprócz żalu dojrzałem w jej spojrzeniu rodzącą się ciekawość. Wahała się, czy zadać kolejne pytanie. Wiedziała, że to niestosowne, jednak pokusa okazała się zbyt silna.

– Co się stało?

Przełknąłem z trudem ślinę, a w piersi poczułem wielki, ołowiany wręcz ciężar.

– Wypadek samochodowy – wyrzuciłem z siebie szeptem.

– Tak mi przykro.

– Dziękuję.

Przechyliła lekko głowę i zapadła między nami długa, niezręczna cisza. Wyglądało na to, że zastanawia się, co może jeszcze dodać, ale nie potrafiła na nic wpaść. Przestępowała z nogi na nogę, coraz bardziej speszona, i chyba już zaczynała żałować, że w ogóle podjęła tę rozmowę. Normalnie bym jej współczuł albo sam szukał okazji, żeby zakończyć to spotkanie, jednak teraz było mi to obojętne. Janina, Janka nie żyła, a ja musiałem powiedzieć o tym naszym dzieciom. Tylko to się liczyło. Nic więcej.

– Muszę już iść – odezwała się kobieta. – Pawełek...

– Niech pani idzie – odpowiedziałem. – Niech pani nie mówi Iwonce. Ani nikomu innemu.

– Nie powiem – obiecała.

– Niech pani nie mówi.