Ojciec trzydziestoletniej Salimy Chajr, która pracuje w dziale IT Banku Muscat, zmusił ją pięć lat temu do małżeństwa z dużo starszym od niej i zamożnym sąsiadem, nie godząc się na ślub z wybrankiem dziewczyny, który nie mógł zapłacić aż tyle, co starszy kandydat. Rozwiedli się pięć lat temu. Salima jest samotna i rozżalona: – Kogo ja teraz znajdę? Będę musiała pójść na drugą żonę. Mój chłopak dawno się ożenił. Ma czwórkę dzieci. Nie mogę tego rodzicom wybaczyć.
Salima jest niska i przy kości, nerwowa. Myśli, żeby wyjechać do Niemiec albo Egiptu i zacząć nowe życie. Ma nadzieję, że tam znajdzie jakiegoś przyzwoitego muzułmanina i ułoży sobie życie.
Rahma Alawi ma prawie czterdzieści lat i wciąż szuka męża, który spodobałby się jej ojcu i mógł zapłacić żądany przez niego mahr. Jest nauczycielką w publicznej szkole w małej wsi. Nie wie, gdzie miałaby znaleźć zamożnego kandydata. A czas ucieka. Rahma jest drobna, ma wysokie czoło i wąskie usta. Rozmawiając ze mną, spuszcza wzrok.
– U nas na wsi mówią, że jestem jak przejrzałe mango, które spadło w piach i nie znajdzie już kupca. – Uśmiecha się smutno.
Dla rodziców to nie problem. Po pracy córka pomaga im w gospodarstwie.