Za granicą
Wojciech Chmielarz — Literatura

Ma­teo miał kilka chwil, żeby ja­koś dojść do sie­bie. Nie chciał, żeby oj­ciec lub brat zo­rien­to­wali się, że nie wy­mio­to­wał z po­wodu wi­doku mar­twego ciała. Ja­sne, to nie było nic przy­jem­nego. Chło­pak przy­pusz­czał, że bę­dzie mu się to śniło jesz­cze przez kilka ty­go­dni, jak wtedy, w Za­grze­biu, gdy ja­kiś star­szy fa­cet na sku­te­rze po­trą­cił psa. Co prawda Ma­teo na­oglą­dał się w swoim ży­ciu hor­ro­rów, na ekra­nie te­le­wi­zora czy kom­pu­tera wi­dy­wał jesz­cze gor­sze rze­czy. Przy­zwy­czaił się. Dłu­żej zej­dzie, za­nim po­zbę­dzie się z noz­drzy resz­tek tego prze­klę­tego za­pa­chu. Był pe­wien, że ta woń – ryb, kal­ma­rów, mor­skiej soli i ludz­kich zwłok – bę­dzie do niego wra­cała mie­sią­cami w naj­mniej od­po­wied­nich chwi­lach. Ale i z tym so­bie po­ra­dzi. Nie, praw­dziwy po­wód, dla któ­rego jego żo­łą­dek skrę­cił się w su­peł, przed oczami zro­biło się ciemno, a prze­raź­liwe zimno spa­ra­li­żo­wało jego mię­śnie, był inny.

Ma­teo po pro­stu wie­dział, kogo wła­śnie wy­ło­wili.