Za granicą
Wojciech Chmielarz — Literatura

Ma­teo wy­do­był z sie­bie ci­chy krzyk. Po­de­rwał się i za­nim się zo­rien­to­wał, już tkwił prze­wie­szony przez burtę i wy­mio­to­wał do Ad­ria­tyku. Żółć z jego żo­łądka uno­siła się na po­wierzchni fal, two­rząc plamy o po­strzę­pio­nych, nie­rów­nych brze­gach.

Usły­szał, jak oj­ciec kuś­tyka w jego stronę, szu­ra­jąc pro­tezą. Po­czuł jego ciężką dłoń na swoim ra­mie­niu. Stary uści­snął go, wbi­ja­jąc palce w jego mię­śnie. Był to gest bo­le­sny, ale rów­no­cze­śnie pe­łen współ­czu­cia, zro­zu­mie­nia i sym­pa­tii.

– Ja wiem, synu – po­wie­dział, a szorstki za­zwy­czaj głos drżał te­raz od emo­cji. – Ludz­kie ciało... jesz­cze w ta­kim sta­nie... Nie po­winno się ta­kich rze­czy oglą­dać...

Ma­teo po raz ostatni splu­nął żół­cią i z wy­sił­kiem pod­niósł głowę. Miał wra­że­nie, że jego szyja jest sztywna, jakby zmie­niła się w bryłę lodu. Nie miał siły nic mó­wić, dla­tego tylko do­tknął czub­kami pal­ców dłoni ojca. Ten od­po­wie­dział, kle­piąc go po ple­cach, po­tem do­kuś­ty­kał do sieci i wpa­try­wał się po­nuro w mar­twe ciało, które wła­śnie wy­cią­gnęli z mo­rza.