Cass nie mogła zaprzeczyć: ją też poruszyły te wyliczenia. Nie chodziło nawet o salon taty, ona sama również nie była bez winy. Przeglądanie Instagrama, jedzenie lodów, włączanie światła – najdrobniejsze codzienne czynności zostawiały trujący ślad. Czuła się tak, jakby miała złowrogi cień, który niszczy tę planetę, jej planetę. Przez kilka tygodni, sparaliżowana poczuciem współodpowiedzialności, poddawała się beznadziei. Stojąc w drzwiach do ogrodu, patrzyła na kwiaty i trawę, na odległe drzewa i wyobrażała sobie, że wszystko staje się czarne, a ptaki i owady spadają na ziemię. Nawet w lepsze dni, na przykład gdy Elaine oddała jej swoją bransoletkę, bo miała dwie takie same, nagle przypominały się Cass wszystkie wymierające zwierzęta i że cały świat zniknie pod wodą – między innymi przez Barnesów.
Była jednak wystarczająco dojrzała, by rozumieć, że to nie lekcje geografii w jej szkole spowodowały załamanie na rynku motoryzacyjnym. Mamo, powiedziała, to się dzieje na całym świecie. To nie wina taty. To jest globalne zjawisko.
Globalne zjawisko i niechęć do pracy, skwitowała Imelda.