Elaine z kamienną twarzą wyjaśniła, że kiedy ojciec Imeldy wiózł ją samochodem do kościoła, przez okno wleciała pszczoła i zaplątała się w welon. Imelda wpadła w histerię. A jej tata pomyślał, że chodzi o to, że nie chce wyjść za Dickiego. Dopiero jak się zorientował, co się dzieje, zjechał na pobocze i próbował zdjąć jej welon, ale nie mógł sobie z nim poradzić, bo welon zaplątał się w pasy. No więc wyskakuje z samochodu, otwiera drzwi od strony pasażera, ale kiedy już w końcu udaje mu się odwiązać ten welon, słyszy krzyk.
Użądliła ją? – pyta Cass.
W oko, powiedziała Elaine nie bez pewnej satysfakcji.
Ojciec Imeldy w drodze do kościoła rozglądał się za apteką, ale znalazł tylko mały pub, w którym kupił jej twistera, żeby zrobiła sobie zimny okład. Nic to nie pomogło i potem Imelda przez cały czas miała twarz zakrytą welonem – i kiedy szła do ołtarza, i kiedy składali sobie przysięgę, a nawet gdy Dickie chciał ją pocałować. Na przyjęciu też nie zdjęła welonu ani na chwilę, podkreśliła Elaine. I nie chciała powiedzieć, co się stało. Nikt nie wiedział, co ją użądliło.
Jezu, rzuciła Cass.
No.
I dlatego nie ma zdjęć? Tak mocno spuchła?