Cass nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Faktycznie Elaine lepiej niż ona dogadywała się z jej mamą. Imelda lubiła dawać Elaine do wypróbowania kremy do twarzy, obie wymieniały się poradami kosmetycznymi i polecały sobie produkty. Cass była w tych rozmowach osobą postronną. Na jej skórę nic nie działa, tłumaczyła Imelda, wszystko przez tę egzemę. Tak, zgadzała się z nią Elaine, ona ma pod górkę.
Raz Imelda zabrała dziewczyny do Dublina na pre-sale. Rabaty nie były jeszcze umieszczone na metkach – wiedziały o nich tylko „platynowe” klientki. To sekretne wywyższenie ponad innych zakupowiczów upajało Elaine. Na Imeldę, przechadzającą się wśród wieszaków z surową miną cesarzowej na targu niewolników, Elaine patrzyła w taki sposób, jakby dostrzegała wokół niej niewidzialną gołym okiem aurę, platynową poświatę.
Cass nie do końca rozumiała, co takiego wszyscy widzą w Imeldzie. Uważała, że Elaine jest od niej znacznie ładniejsza. No tak, odpowiadała jej na to przyjaciółka, ale twoja mama ma chyba, bo ja wiem, co najmniej z trzydzieści cztery lata. Naprawdę dobrze się trzyma.