Zdaniem Elaine jej własna matka zestarzała się dużo brzydziej. Przyznała kiedyś, że najbardziej boi się właśnie tego, że również jej uroda okaże się nietrwała i że ona, Elaine, powiększy grono ziemniaczanych ludzi, których widuje codziennie, pchających wózki przez parking Lidla.
Prawdą było, że Imelda, matka dwójki dzieci, wciąż elektryzowała swoim wyglądem. Kobiety na ulicy przyglądały się jej z podziwem, jak gdyby były świadkami jakiegoś sportowego wyczynu. Mężczyźni przystawali, speszeni, źrenice im się rozszerzały, na wpół zaokrąglone usta drżały, jakby zabrakło im słów.
Cass nie działała tak na ludzi, a kiedy mówiła im, że Imelda jest jej matką, zastygali na chwilę nieruchomo, jakby próbując rozwikłać zagadkę, po czym klepali ją współczująco po dłoni. No, słyszała, w tatę się wrodziłaś i tyle.
To coś więcej niż uroda, twierdziła Elaine. Imelda ma w sobie jakiś magnetyzm, tajemniczość.
Nie mogę uwierzyć, że wyszła za twojego tatę, oznajmiła bez ogródek.