– To nie było branie żadnego imienia nadaremno – odparła ostro. – Kto księdza tak urządził?
– Urządził?
Pomogli mu wstać, a potem posadzili go na ławce. Trzymał się z trudem i sprawiał wrażenie, jakby miał z powrotem zsunąć się na podłogę, jeśli go nie podtrzymają. Nie zajął się ranami, ledwo otarł krew spod nosa – na niewiele się to jednak zdawało, bo ten wciąż krwawił.
Chyłka omiotła wzrokiem twarz księdza Kasjusza.
– Maksyma „szukajcie, a znajdziecie” ewidentnie się sprawdza – zauważyła. – Tyle że nie zawsze znajduje się to, czego się szuka.
– Słucham?
– Ksiądz ewidentnie nie szukał wpierdolu, ale go dostał.
Duchowny zmarszczył brwi i w końcu na jego twarzy pojawił się przebłysk człowieka, którego Joanna znała. Najwyraźniej szok u księży ustępował, jeśli zaczynało się bluzgać w kościele.
– Spokojnie – dodała szybko Chyłka. – Mnie się jeszcze może wymsknąć kilka razy, ale Zordon jest wege.
Kasjusz znów spojrzał na nią nierozumiejącym wzrokiem.
– Nie rzuca mięsem – wyjaśniła Joanna. – Co najwyżej kalafiorem.
– Ale…
– Kto księdzu to zrobił? – włączył się Kordian.