– W każdym razie masz wartość jako psycholog.
– Obawiam się, że i pod tym względem budzę rozczarowanie. Nie jestem dostatecznie inteligentny ani pracowity, aby wynaleźć lekarstwo na schizofrenię. Gdyby samolot teraz spadł, świat straciłby jedynie dość nudny artykuł na temat efektu potwierdzenia w czasopiśmie naukowym, które czyta garstka psychologów, to wszystko.
– Kokietujesz?
– Owszem, trochę tak. Można to dodać do moich złych cech.
Teraz śmiałaś się już serdecznie.
– Nawet żona czy dzieci nie tęskniłyby za tobą, gdybyś zniknął?
– Nie – uciąłem krótko. Ponieważ miałem fotel przy przejściu, nie mogłem ot, tak zakończyć tej rozmowy, odwracając się do okna i udając, że w nocnym mroku dostrzegłem coś ciekawego w dole na Atlantyku. Wyjęcie magazynu pokładowego z kieszeni w oparciu fotela przede mną wyglądałoby z kolei zbyt demonstracyjnie.
– Przepraszam – powiedziałaś cicho.
– W porządku – odparłem. – Co miałaś na myśli, mówiąc, że zamierzasz umrzeć?