Przez chwilę tylko się we mnie wpatrywałaś. Możliwe, że był to kiepski żart, a już na pewno fatalny timing, no i trochę zbyt bezczelny, zważywszy na sytuację. Przecież właśnie oświadczyłaś, że chcesz umrzeć, i podałaś nawet wiarygodny motyw. Żart mógł zostać odebrany jako nieprzyzwoity przejaw braku wrażliwości lub przynoszące ulgę oderwanie od bezdyskusyjnej posępności. Comic relief, jak to nazywają, przynajmniej wtedy gdy działa. W każdym razie pożałowałem tego dowcipu, aż wstrzymałem oddech. Ale ty się uśmiechnęłaś. Ten uśmiech był zaledwie jak zmarszczka na kałuży, ukazał się i w tej samej chwili zniknął, lecz znów mogłem oddychać.
– Spokojnie – szepnęłaś. – Tylko ja umrę.
Spojrzałem na ciebie pytająco, ale unikałaś kontaktu wzrokowego, patrzyłaś gdzieś dalej w głąb pokładu.
– Tam, w drugim rzędzie, podróżują ludzie z niemowlęciem – powiedziałaś. – Z dzieckiem, które być może będzie płakało przez całą noc, w klasie biznes. Co pan o tym myśli?
– A co należy o tym myśleć?
– Rodzice powinni rozumieć, że ci, którzy zapłacili dodatkowo za korzystanie z tych miejsc, zrobili to, ponieważ potrzebują snu. Może jutro z samego rana idą prosto na jakieś spotkanie albo do pracy.