– Ma pani rację, miałem na myśli przyjazne nastawienie do rodziców małych dzieci. – Uśmiechnąłem się. – Linie lotnicze pewnie się obawiają, że mogą zostać oskarżone o coś w rodzaju apartheidu. Problem oczywiście mógłby zostać rozwiązany w taki sposób, że osoby płaczące w klasie biznes zostaną przeniesione do klasy ekonomicznej i odstąpią swój fotel uśmiechniętej stabilnej osobie z tanim biletem.
Twój śmiech był miękki, pociągający i tym razem zdołał dotrzeć do oczu. Łatwo pomyśleć – i ja tak pomyślałem – że to niezrozumiałe, iż ktoś może zdradzać taką piękną kobietę jak ty, ale tak właśnie jest: nie chodzi o zewnętrzną urodę. Ani o wewnętrzną.
– Czym pan się zajmuje? – spytałaś.
– Jestem psychologiem i prowadzę badania naukowe.
– A co pan bada?
– Ludzi.
– Oczywiście. I jakie wnioski pan wyciąga?
– Że Freud miał rację.
– W czym?
– W tym, że ludzie z nielicznymi wyjątkami są niewiele warci.
Roześmiałaś się.
– Amen, panie...
– Proszę mi mówić Shaun.
– A ja jestem Maria. Ale ty wcale tak nie myślisz, Shaun, prawda?
– Że ludzie z nielicznymi wyjątkami są niewiele warci? Dlaczego miałbym tak nie uważać?