Na jego widok zaparło mi dech w piersiach. Stał plecami do mnie i mył włosy, napinając mięśnie ramion oraz pleców. Mój wzrok powędrował niżej, w stronę idealnie ukształtowanych pośladków. Nigdy nie widziałam mężczyzny nago, lecz nie sądziłam, żeby ktokolwiek mógł się równać z Romero. Same mięśnie i opalenizna. Był silny i wysoki.
Zaczął się odwracać. Powinnam była wtedy uciec, ale zamiast tego wciąż się w niego wpatrywałam, zafascynowana boskim ciałem. Czy on był podniecony? Kiedy mnie zauważył, spiął się. Spojrzał mi w oczy, po czym przesunął wzrokiem po mojej koszuli nocnej i nagich nogach. I wtedy miałam już odpowiedź. Wcześniej nie był tak naprawdę podniecony.
O cholera.
Poczułam, jak się czerwienię na widok sztywniejącego członka Romero. Z trudem powstrzymałam się od pokonania dzielącego nas dystansu i dotknięcia go.
Romero niespiesznie otworzył drzwi kabiny i owinął ręcznik wokół bioder, po czym wyszedł, ociekając wodą. Poczułam ostry zapach żelu pod prysznic – mięty pieprzowej i drzewa sandałowego. Zbliżył się do mnie powoli, stawiając pewne kroki długimi nogami.