Ale wysiłek był tak wielki, że zakręciło się jej w głowie, a w uszach zaszumiało tak mocno, jakby znalazła się nagle na dnie morza. Skrzywiła się. Powoli wstała z ziemi. Wszystkie jej mięśnie protestowały, jakby zalano je cementem. Zrobiła krok do przodu, następnie drugi, wyciągając przed siebie rękę. Machała nią w jedną i drugą stronę, próbując rozgonić mrok, wpuścić w ten straszny zaświat odrobinę światła, ale bez skutku. Szum w głowie narastał, a ona myślała, że nie powinno jej tu być. Że gdyby została w domu – bo przecież nie musiała wybiegać, wystarczyłoby, że zamknęłaby się w sypialni – nigdy nie spotkałaby niedźwiedzia. Ale skąd miała wiedzieć?
Mogłaś nas słuchać, wyszeptali gdzieś na skraju jej świadomości Mieczysław, Stefania, obleśny Zbigniew, Jadwiga i oszukana Malwina, mogłaś nas słuchać – życie potrafi zaskakiwać.
I nagle ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Straciła siły. Nogi załamały się pod nią jak para suchych gałęzi. Poleciała przed siebie, prosto w ciemność, i uderzyła w coś twardego i zimnego.
– Co ty robisz, idiotko?