Złotowłosa
Wojciech Chmielarz — Kryminały

Co robiła? Leżała, odpływała. Zapadała się w sobie i umierała. Tego ostatniego nie rozumiała, bo przecież była już martwa. A przecież nie da się tego zrobić dwa razy. Widziała w swoim życiu tyle śmierci, że dobrze o tym wiedziała. Dlaczego więc właśnie jej to się przydarza? Chciała spytać Malwinę, najukochańszą i najmądrzejszą osobę, jaką kiedykolwiek spotkała. I szczerze pogodzoną z tym, co ją czeka. I to nie w ten sposób, w jaki godziła się z nieuniknionym większość pacjentów. Ona nie powtarzała raz za razem, że miała dobre, długie życie. Nie opowiadała, że śmierć jest czymś, z czym każdy kiedyś będzie musiał się zmierzyć. Nie spędzała długich godzin z kapelanem, klepiąc żarliwie modlitwy w nadziei, że odkupi nimi popełnione grzechy.

– Było jak było – powiedziała jej kiedyś, kiedy przemierzały wspólnie ogród w hospicjum. Malwina na wózku, krucha i drobniutka, przykryta kocami, okutana w kurtki i swetry, przypominała trochę dziwacznego pluszaka. – Dobrze będzie w sumie odpocząć. Ale wcześniej zjadłabym jeszcze jedną mandarynkę. Przygotujesz mi, kochanie?