Zrost
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

Wró­cił my­ślami do nie­ty­po­wego zgło­sze­nia.

Ja­nusz Ko­wal, za­żywny sześć­dzie­się­ciocz­te­ro­letni wła­ści­ciel pie­karni, wra­cał z pracy i prze­jeż­dża­jąc obok po­se­sji Sta­ni­sława Są­dec­kiego, star­szego, sa­mot­nie miesz­ka­ją­cego są­siada, za­uwa­żył, że we wszyst­kich po­miesz­cze­niach włą­czono lampy. Ale nie to za­nie­po­ko­iło męż­czy­znę. Jego obawy wzbu­dziły otwarte na oścież drzwi i żółta plama świa­tła, roz­lana na nie­rów­no­ściach śniegu za­le­ga­ją­cego przed wej­ściem. Wo­kół nie było ży­wej du­szy.

Za­zwy­czaj po noc­nej zmia­nie Ko­wal przy­wo­ził sta­rusz­kowi, który wsta­wał przed świ­tem, świeżo wy­pie­czony chleb żytni. Tak było i tym ra­zem. Skrę­cił więc w grun­tową drogę, pro­wa­dzącą do nie­wiel­kiego sza­rego domu z pła­skim da­chem. Ale na­wet gdyby po­przed­niego dnia osiem­dzie­się­cio­ośmio­letni są­siad nie za­mó­wił bo­chenka, Ko­wal i tak zaj­rzałby do niego. Prze­czu­wał bo­wiem, że stało się coś złego.