Wysiadł z wozu i minął otwartą furtkę. Otrzepał buty na wycieraczce i próbował wywołać sąsiada. Odpowiedziała mu złowroga cisza, dlatego zastukał w drzwi i ponowił wezwanie. Odczekał chwilę, a następnie wszedł do środka. Minął korytarz, potem rozświetloną kuchnię i ruszył w głąb wyziębionego domu.
Pamiętał, że gdy był już wewnątrz mieszkania, z ust wydobywała mu się para.
Ostrożnie zbliżył się do progu salonu i zamarł w bezruchu.
Wszystko wyglądało tak jak zawsze, z jednym wyjątkiem. Ulubiony fotel Sądeckiego stał odwrócony tyłem do wejścia i włączonego telewizora, z którego dobiegał tylko biały szum.
Nad oparciem fotela Kowal dostrzegł wystającą głowę sąsiada, który nie reagował na kolejne wezwania. Mimo to piekarz nie podszedł do niego i nie sprawdził, w jakim stanie jest mężczyzna. Nie wiedział też, czy stary Sądeś, jak go nazywano, jest ranny i potrzebuje pomocy medycznej. Wystraszony sytuacją Kowal po prostu uciekł do siebie, żeby zadzwonić na policję. W kieszeni kurtki miał rozładowany telefon, który padł jeszcze w pracy. Ładowarkę zostawił w domu.