Zrost
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

Wy­siadł z wozu i mi­nął otwartą furtkę. Otrze­pał buty na wy­cie­raczce i pró­bo­wał wy­wo­łać są­siada. Od­po­wie­działa mu zło­wroga ci­sza, dla­tego za­stu­kał w drzwi i po­no­wił we­zwa­nie. Od­cze­kał chwilę, a na­stęp­nie wszedł do środka. Mi­nął ko­ry­tarz, po­tem roz­świe­tloną kuch­nię i ru­szył w głąb wy­zię­bio­nego domu.

Pa­mię­tał, że gdy był już we­wnątrz miesz­ka­nia, z ust wy­do­by­wała mu się para.

Ostroż­nie zbli­żył się do progu sa­lonu i za­marł w bez­ru­chu.

Wszystko wy­glą­dało tak jak za­wsze, z jed­nym wy­jąt­kiem. Ulu­biony fo­tel Są­dec­kiego stał od­wró­cony ty­łem do wej­ścia i włą­czo­nego te­le­wi­zora, z któ­rego do­bie­gał tylko biały szum.

Nad opar­ciem fo­tela Ko­wal do­strzegł wy­sta­jącą głowę są­siada, który nie re­ago­wał na ko­lejne we­zwa­nia. Mimo to pie­karz nie pod­szedł do niego i nie spraw­dził, w ja­kim sta­nie jest męż­czy­zna. Nie wie­dział też, czy stary Są­deś, jak go na­zy­wano, jest ranny i po­trze­buje po­mocy me­dycz­nej. Wy­stra­szony sy­tu­acją Ko­wal po pro­stu uciekł do sie­bie, żeby za­dzwo­nić na po­li­cję. W kie­szeni kurtki miał roz­ła­do­wany te­le­fon, który padł jesz­cze w pracy. Ła­do­warkę zo­sta­wił w domu.