Zrost
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

– No, mó­wię panu, znik­nął. Przy­się­gam – go­rącz­ko­wał się pie­karz. – Sta­siu tam był, sie­dział w fo­telu, ale te­raz go nie ma – do­dał, wska­zu­jąc szyb­kim ge­stem na dom Są­dec­kiego.

Ko­mi­sarz ka­zał Ko­wa­lowi się od­su­nąć, po czym wy­siadł z ra­dio­wozu.

W otwar­tych drzwiach domu za­uwa­żył ciemną ko­biecą po­stać i jej cień, wy­ko­śla­wiony na śniegu. Roz­po­znał Mo­nikę Skal­ską po bejs­bo­lówce i dłu­gich pro­stych wło­sach, spię­tych w koń­ski ogon, który prze­ło­żyła przez tylną prze­lotkę w czapce. Lśniąca czarna kita zwie­szała się do po­łowy ple­ców.

– Niech pan tu za­czeka – po­le­cił Gross i po­pro­sił tech­nika, żeby po­dał mu ochra­nia­cze na buty i parę gu­mo­wych rę­ka­wi­czek, a na­stęp­nie ru­szył do pod­wład­nej.

Skałka, jak ją na­zy­wali, miała za­czer­wie­nione, zzięb­nięte dło­nie, które szybko wsu­nęła w pu­chowy ocie­placz za­ło­żony na czarny po­lar.

Kiedy szedł w jej stronę, pa­trzyła na niego, in­ten­syw­nie żu­jąc gumę.

– Mo­żesz mi wy­ja­śnić, o co tu cho­dzi? – spy­tał.