Zrost
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

– Oba­wiam się, że nie – po­krę­ciła głową i przed­sta­wiła mu to, czego wcze­śniej, w trak­cie roz­py­ta­nia, do­wie­działa się od Ko­wala. – W każ­dym ra­zie po Są­dec­kim nie ma śladu.

– Jak to: nie ma śladu?

– No, zwy­czaj­nie. Nie ma go w domu. Ni­g­dzie nie ma ciała.

– A skąd wiemy, że Są­decki zmarł? Skąd to prze­ko­na­nie? – zi­ry­to­wał się ko­mi­sarz.

Skal­ska mil­czała, za­sko­czona jego na­pa­stli­wo­ścią.

– Przed chwilą sama mi po­wie­dzia­łaś – kon­ty­nu­ował ko­mi­sarz, po­zwa­la­jąc, by kłę­biący się w nim gniew zna­lazł uj­ście – że Ko­wal go nie do­ty­kał, wi­dział za­le­d­wie czu­bek głowy sta­ruszka. Jak niby miał stwier­dzić, że ten czło­wiek nie żyje?

– Jezu, prze­cież mó­wię ci tylko, co ten chłop mi po­wie­dział – ob­ru­szyła się, a Gross przy­mknął na mo­ment oczy i ode­tchnął.

– Krę­cił się tu­taj, kiedy pod­je­cha­li­ście?

– Nie. Przy­szedł chwilę póź­niej. Być może ob­ser­wo­wał nas z okna. Mieszka w po­bliżu.

– Prze­cież jest mgła. Nie­wiele wi­dać. – Ro­zej­rzał się osten­ta­cyj­nie, a Skal­ska wzru­szyła ra­mio­nami.

– Ko­guta do­strzegł na pewno. – Wska­zała brodą na ra­dio­wóz z bły­ska­ją­cym świa­tłem i chciała odejść, ale Gross po­wstrzy­mał ją ge­stem.