– Obawiam się, że nie – pokręciła głową i przedstawiła mu to, czego wcześniej, w trakcie rozpytania, dowiedziała się od Kowala. – W każdym razie po Sądeckim nie ma śladu.
– Jak to: nie ma śladu?
– No, zwyczajnie. Nie ma go w domu. Nigdzie nie ma ciała.
– A skąd wiemy, że Sądecki zmarł? Skąd to przekonanie? – zirytował się komisarz.
Skalska milczała, zaskoczona jego napastliwością.
– Przed chwilą sama mi powiedziałaś – kontynuował komisarz, pozwalając, by kłębiący się w nim gniew znalazł ujście – że Kowal go nie dotykał, widział zaledwie czubek głowy staruszka. Jak niby miał stwierdzić, że ten człowiek nie żyje?
– Jezu, przecież mówię ci tylko, co ten chłop mi powiedział – obruszyła się, a Gross przymknął na moment oczy i odetchnął.
– Kręcił się tutaj, kiedy podjechaliście?
– Nie. Przyszedł chwilę później. Być może obserwował nas z okna. Mieszka w pobliżu.
– Przecież jest mgła. Niewiele widać. – Rozejrzał się ostentacyjnie, a Skalska wzruszyła ramionami.
– Koguta dostrzegł na pewno. – Wskazała brodą na radiowóz z błyskającym światłem i chciała odejść, ale Gross powstrzymał ją gestem.