Poszła do fryzjera, kupiła dwie nowe sukienki. Jedną, w której mieli ją znaleźć, i drugą do trumny. Do tego nowe czarne rajstopy i buty czółenka. Spotkała się z nielicznymi już, taki wiek, koleżankami, ale nic im nie powiedziała, bo nie zamierzała ich martwić. Ani dawać okazji, żeby próbowały ją od tego odwieść. Bo naprawdę chciała się zabić. Dla siebie, żeby wreszcie mieć spokój, żeby nie musieć się bać, że ostatnie lata spędzi, włócząc się od przytułku do przytułku. Przede wszystkim jednak chciała im pokazać. I tym dwóm znudzonym policjantom, i temu aroganckiemu komornikowi, i tym oszustom, którzy wrobili ją w jakiś kredyt, którego w życiu na oczy nie widziała. Chciała, żeby wiedzieli, że są winni jej śmierci. Chciała być ich wyrzutem sumienia.