Zwykła przyzwoitość
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Przy­znać mu­siała Staś­kowi, że się sta­rał. Za­ła­twił im miesz­ka­nie, ku­po­wał książki i na­wet nie­które prze­czy­tał. Po­rząd­nie się ubie­rał, w ko­szule i ma­ry­narki, nie do pracy oczy­wi­ście, ale jak wra­cał z za­kładu, od razu pę­dził do ła­zienki, żeby zrzu­cić z sie­bie ro­bot­ni­cze ciu­chy, zmyć za­pach potu i sma­rów. Ro­bił wszystko, żeby stać się ta­kim zię­ciem, ja­kiego ocze­ki­wali jej ro­dzice. Ni­gdy mu się to nie udało. Za­ci­skał zęby i da­lej pró­bo­wał zmie­nić się z pro­stego ro­bot­nika w war­szaw­skiego dżen­tel­mena. Tylko o wódce ja­koś nie za­po­mi­nał. Ta­kie były czasy, my­ślała te­raz Aniela, taka praca. Wszy­scy pili, to Sta­siek też. Nie chciał od­sta­wać, tyle że i nie­spe­cjal­nie się przed tym bro­nił. Po­tem eme­ry­tura, roz­stał się z kum­plami z ro­boty, ale już nie z al­ko­ho­lem i pa­pie­ro­sami. Aniela uśmiech­nęła się smutno, kiedy przy­po­mniała so­bie, jak go są­siadki wy­chwa­lały. Że taki spo­kojny, grzeczny, za­dbany, za­wsze ogo­lony i wy­per­fu­mo­wany. Ni­gdy im nie przy­szło do głowy, że zu­ży­wał tyle wody ko­loń­skiej, żeby za­ma­sko­wać woń wódki. Aż pew­nego dnia po pro­stu się skoń­czył.