Zwykła przyzwoitość
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Wszyst­kim mó­wiła, że to za­wał serca, bo tak było ła­twiej niż tłu­ma­czyć, że wy­nisz­czony al­ko­ho­lem or­ga­nizm po­wie­dział: stop. I wstyd mniej­szy.

O Ma­rysi zresztą też skła­mała. Po­wie­działa, że zgi­nęła w wy­padku sa­mo­cho­do­wym spo­wo­do­wa­nym przez pi­ja­nego kie­rowcę. Cho­ciaż nie do końca kła­mała – za kie­row­nicą sie­działa Ma­ry­sia, ich je­dyna có­reczka.

Była wtedy sama w domu. Do­kąd chciała po­je­chać? Nikt nie wie­dział. Być może po pro­stu po ko­lejną bu­telkę na sta­cję ben­zy­nową. Była zima, śli­sko, a ona miała za dużo na licz­niku. Wy­pa­dła na za­krę­cie z trasy i tra­fiła pro­sto w drzewo. Do­brze, że przy­naj­mniej ni­kogo nie za­biła. Aniela miała po­tem żal do męża Ma­rysi, że się prze­pro­wa­dzili pod War­szawę, bo jakby zo­stali w sto­licy, to za­miast wsia­dać w sa­mo­chód, po pro­stu po­szłaby do sklepu. I do Staśka miała żal, że na­uczył córkę pić. Nie spe­cjal­nie, po pro­stu pod­pa­trzyła.