Wszystkim mówiła, że to zawał serca, bo tak było łatwiej niż tłumaczyć, że wyniszczony alkoholem organizm powiedział: stop. I wstyd mniejszy.
O Marysi zresztą też skłamała. Powiedziała, że zginęła w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Chociaż nie do końca kłamała – za kierownicą siedziała Marysia, ich jedyna córeczka.
Była wtedy sama w domu. Dokąd chciała pojechać? Nikt nie wiedział. Być może po prostu po kolejną butelkę na stację benzynową. Była zima, ślisko, a ona miała za dużo na liczniku. Wypadła na zakręcie z trasy i trafiła prosto w drzewo. Dobrze, że przynajmniej nikogo nie zabiła. Aniela miała potem żal do męża Marysi, że się przeprowadzili pod Warszawę, bo jakby zostali w stolicy, to zamiast wsiadać w samochód, po prostu poszłaby do sklepu. I do Staśka miała żal, że nauczył córkę pić. Nie specjalnie, po prostu podpatrzyła.