Zwykła przyzwoitość
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Ale to też wy­da­rzyło się tyle lat temu. Wy­da­wało się jej, że nic z tego nie jest już istotne. Naj­gor­sze, że nie miała już dla kogo wal­czyć. Nie było Staśka, nie było Ma­rysi. Zo­stały jej jesz­cze wnuki, ale po wy­padku córki zięć ze­rwał kon­takty. Może i miał w tym tro­chę ra­cji, bo na­ga­dała mu sporo nie­przy­jem­nych rze­czy. Gdyby mo­gła, toby cof­nęła czas. Kilka razy już się­gała po te­le­fon, żeby za­dzwo­nić i prze­pro­sić, po­wie­dzieć, że chcia­łaby tylko zo­ba­czyć Agu­się i Ja­cu­sia. Cho­ciaż na chwilę, z da­leka. Raz na­wet się po­łą­czyła. Usły­szała jego chro­po­waty głos w słu­chawce, ta­kie zwy­kłe „halo”, i na­tych­miast strach ją ob­le­ciał. A jesz­cze bar­dziej wstyd. Bo jakże tak, po tylu la­tach, i jesz­cze w ta­kiej spra­wie. Odło­żyła słu­chawkę.

Pew­nie im le­piej beze mnie, po­my­ślała.

Była sama. Nie chciała umie­rać, ale nie miała siły na to, by resztę swo­ich dni uże­rać się z oszu­stami, któ­rzy po­sta­no­wili ode­brać jej miesz­ka­nie.