Ale to też wydarzyło się tyle lat temu. Wydawało się jej, że nic z tego nie jest już istotne. Najgorsze, że nie miała już dla kogo walczyć. Nie było Staśka, nie było Marysi. Zostały jej jeszcze wnuki, ale po wypadku córki zięć zerwał kontakty. Może i miał w tym trochę racji, bo nagadała mu sporo nieprzyjemnych rzeczy. Gdyby mogła, toby cofnęła czas. Kilka razy już sięgała po telefon, żeby zadzwonić i przeprosić, powiedzieć, że chciałaby tylko zobaczyć Agusię i Jacusia. Chociaż na chwilę, z daleka. Raz nawet się połączyła. Usłyszała jego chropowaty głos w słuchawce, takie zwykłe „halo”, i natychmiast strach ją obleciał. A jeszcze bardziej wstyd. Bo jakże tak, po tylu latach, i jeszcze w takiej sprawie. Odłożyła słuchawkę.
Pewnie im lepiej beze mnie, pomyślała.
Była sama. Nie chciała umierać, ale nie miała siły na to, by resztę swoich dni użerać się z oszustami, którzy postanowili odebrać jej mieszkanie.