Prolog
Mężczyzna jest średniego wzrostu. Krępy, potężnie zbudowany. Jego głowa dość głęboko zanurza się w szerokich, muskularnych ramionach. Kiedy policjanci zakutani w kominiarki prowadzą go w kajdankach, ma na sobie szary więzienny dres, pod którym rysuje się napakowana hantlami klatka piersiowa. To Robert J. 52 lata, ostrzyżone na jeża włosy i dołek w szerokiej, mocno zarysowanej brodzie. Jest jesień 2017 roku. Media czekały na niego 19 lat. Czekali śledczy, wymiar sprawiedliwości. Czekała też matka zamordowanej w Krakowie studentki religioznawstwa, Katarzyny Zowady. Od 4 października ten syn krakowskiego poety i malarza jest podejrzany, że pod koniec 1998 roku zwabił Kasię do podkrakowskiego domu, tam zabił i zdjął z niej skórę. W styczniu 1999 roku z Wisły wyłowiła ją załoga rzecznego statku „Łoś”.
Po tym, jak zyskał twarz i własną historię, media okrzyknęły go makabrycznie „Kuśnierzem”.
Kiedy zaczynałam pracę nad tą książką, sprawa „Skóry”, bo taki przybrała na lata nieformalny kryptonim, wciąż była jedną z najbardziej drastycznych i tajemniczych spraw, z jakimi dotychczas mierzyły się polskie organa ścigania.
– Nie byłoby Archiwum X, gdyby nie to zabójstwo – usłyszałam od Bogdana Michalca, jednego z najciekawszych policjantów, z którymi przyszło mi zetknąć się podczas pracy nad tą mroczną opowieścią. Był rok 2015. Szef krakowskiej specgrupy, która rozwiązuje nierozszyfrowane dotąd zbrodnie sprzed lat, sprawiał wrażenie bezsilnego, choć nigdy się do końca nie poddał.
Dwa lata później, po tym jak napisałam już ostatnie zdanie historii o policjantach, dla których skrzywdzony człowiek jest ważniejszy niż paragrafy i kariera, sprawa Skóry nabrała zawrotnego tempa. Robert J. okazał się trudnym przeciwnikiem. Żył niczym pustelnik. Nie było go w mediach społecznościowych, nie korzystał z telefonu ani internetu. Rzadko wychodził z domu. Żeby doprowadzić do jego zatrzymania, trzeba było wielkiej determinacji, najnowszej techniki kryminalistycznej, ale również informacji, które przypuszczalnie nigdy nie wyjdą na światło dzienne.
Tajemnica ciągnie niczym przepaść. Jest nieodłączną częścią naszego życia. Tak samo bywa ze zbrodnią, która czasem uzurpuje sobie prawo do bycia doskonałą. Potrafi gwałtownie zmienić los człowieka, nie oszczędzając ani rodziny ofiary, ani zabójcy. Ten ostatni zakłada wiele masek, dlatego latami pozostaje nieuchwytny.
Jak powiedział jeden z amerykańskich aktorów, Sean Penn, „nie żyjemy w świecie, w którym źli niszczą dobrych. To świat, w którym trudno odróżnić jednych od drugich”[1].
I o tym też jest ta książka.
[1] Paweł T. Felis, Sean Penn się wkurza, „Gazeta Wyborcza”, 28.03.2015.
Zbrodnie prawie doskonałe
Lubisz czytać kryminały? To tak jak jeden z policjantów z Archiwum X. W nich prawda zawsze wychodzi na jaw, policjanci wygrywają, a sprawiedliwości staje się zadość. Ale w prawdziwym życiu nie zawsze tak bywa.Krakowska sprawa „skóry”, bestialskie morderstwo premiera Jaroszewicza, dziwne „samobójstwo” młodej dziewczyny w Łodzi – te i inne sprawy łączy jedno: ofiarom w brutalny s...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book · audio
e-book · audio
e-book