Natomiast po południu zacięło się nawet dotychczas niezniszczalne perpetuum mobile: Deniska. Nagle przestała się pojawiać na ekranie, jakby została nagle wykreślona ze scenariusza. Wcześniej zdążyła zapoznać stada muflonów ze swoim ujęciem problematyki wyboru partnera życiowego. Według mojej guwernantki nie ma znaczenia, którego „gnoja" sobie kobieta wybierze, bo tak czy inaczej przeżyje z nim kosmiczne psycho. O dziwo, większość turystek przyznała jej rację.
Ja jeszcze nie wiem, którego „gnoja" sobie wybiorę, ale jest już niemal pewne, że czeka mnie dożywocie w towarzystwie Deniski. A prawdziwym psycho będzie życie w trójkę.
Bohaterką dzisiejszego dnia została Milada, która pod nieobecność wszystkich uciekinierów (łącznie ze mną) sama oprowadzała ogromne stada muflonów i tylko dzięki niej nie musieliśmy oddawać pieniędzy za bilety. Przed chwilą do niej zajrzałam. Chyba ma koszmary, bo wierci się tak, że przewróciła przez sen szafkę nocną i ściągnęła poszwy z pościeli. Na szczęście ona pozostała w ubraniu. Tak czy inaczej, jutro jej podziękuję i ponownie zapewnię ją o swojej sympatii.