– W takim razie naszykujcie aparaty fotograficzne i zadajcie mi jakieś pytanie, na przykład… – Skrzywił twarz i jęknął boleśnie. – Kogo w końcu wybierze Maria? To pytanie słyszałem dziś dopiero milion razy.
Przez kilka sekund muflony znów wymieniały między sobą niepewne spojrzenia, po czym głos zabrała najmniej rozgarnięta członkini stada:
– W takim razie o co niby mamy spytać?
Józef chwycił się za głowę i pobiegł po schodach na górę. Zza kamery słychać było komentarz Heleny:
– Uwielbiam tego faceta!
Teraz przyszło mi coś do głowy. Na pewno jakiś filmowy efekt mógłby sprawić, że Józefowi „naprawdę" wybuchłaby głowa. Chociaż w sumie nie wiem, czy nie wybuchła, kiedy wrócił do swojego „apartamentu". Pukałam do jego drzwi przez kilka minut, raz je nawet kopnęłam, ale nikt mi nie otworzył.
Oprócz Józefa odpadła przed południem również matka, lecz ona nie z powodu zmęczenia, tylko dlatego, że nikt nie chciał z nią rozmawiać o „uczuciowym trzęsieniu ziemi", jakie przeżywa od śmierci księżnej Diany. Po prostu nikogo nie interesowała. Na pytanie, którego kawalera wybrałaby dla swojej córki, odparła: jakiegoś nowojorczyka.