Oczy miała wytrzeszczone jak surykatka, ale możliwe, że to efekt tego białego proszku, który wciągała z grzbietu prawej dłoni. Niemniej wyrażała się dość zrozumiale. Powiedziała, że ostatnio taką jazdę z kamerą jak ta dzisiejsza przeżyła podczas nagrywania filmu dokumentalnego o dilerach narkotyków, podczas którego kilka razy brała udział w ulicznej strzelaninie. Wprawdzie dziś na Kostce nikt nie sięgnął po broń, ale i tak było „brutalnie". Podekscytowane muflony wciąż pytały o coś jak najęte. Właściwie to nie o coś, tylko o mnie, Maksa i Marka. Zadawały dziwaczne pytania i czuły potrzebę wyrażania swoich opinii i odczuć. Gdybym została w zamku, pewnie to ja chwyciłabym za piłę motorową. Chyba klimat dzisiejszego zwiedzania najlepiej oddaje filmowe ujęcie Józefa, który zamiast zwyczajowego przywitania zwiedzających w westybulu pyta głosem umierającego:
– Chcecie zobaczyć, jak mi pęka czaszka?
Po tych słowach muflony trochę straciły rezon, spojrzały po sobie, a potem jeden z nich odpowiedział:
– Tak, chcemy.
Na to Józef odparł: