Ona się nie poruszała. Nie wydawała żadnych dźwięków. Po prostu wisiała, a na dworze życie toczyło się dalej. Czy ktoś po niej zapłacze? Wątpił w to. Ojciec nie żył od prawie dwudziestu lat, matka zmarła z goryczy po tym, co wydarzyło się miesiąc wcześniej. Przynajmniej tak powtarzała, bo doktor twierdził, że z powodu wylewu krwi do mózgu. Ale to ona mogła mieć rację. Teraz też już nie żyła. Wisiała na żyrandolu.
Spuścił wzrok na kartkę. Leżała na podłodze obok przewróconego taboretu, splamiona moczem, którego spora kałuża zebrała się pod zwłokami. Przykucnął i chwycił ją czubkami palców. Uniósł i przeczytał. To było jej pismo. Znał je doskonale, bo kiedyś pisali do siebie wiele listów, może nawet setki. Wszystkie jednak gdzieś przepadły. W odmętach przeszłości. Spaliła je? Ta myśl sprawiła, że poczuł ucisk w żołądku. Zdawała mu się irracjonalna.
Czy to była jego wina? Czy mógł temu zapobiec? Czy gdyby wtedy postąpił inaczej, oni by żyli?