Bagno
Przemysław Piotrowski — Kryminalne i sensacyjne

Przed oczami sta­nęły mu twa­rze wszyst­kich win­nych. Jako jeden z nie­licz­nych widział ich praw­dziwe obli­cza. Wredne, nik­czemne, podłe ryje, które na co dzień uśmie­chały się zdra­dziecko do kamer, aby w zaci­szu knuć i szcze­rzyć kły. Ludzie nie mieli poję­cia, co kryje się pod tymi wypa­cy­ko­wa­nymi maskami, za wznio­słymi hasłami, które tak namięt­nie gło­szą, aby tylko nasy­cić nie­po­ha­mo­wany głód wła­dzy.

Wła­dza.

Jedyny głód, któ­rego nie da się zaspo­koić. Wła­dza jest gor­sza niż naj­bar­dziej uza­leż­nia­jący nar­ko­tyk. Posma­ko­wa­nie z koryta zmie­nia ludzi, łamie krę­go­słupy jak zapałki, a moral­ność prze­staje ist­nieć.

Skrzy­wił się na tę myśl. O moral­no­ści zawsze naj­wię­cej mówili ci, któ­rzy nie mieli o niej zie­lo­nego poję­cia.

Poczuł w kie­szeni wibra­cję tele­fonu. Musiał ode­brać.

– Jesteś potrzebny – usły­szał.

– Za godzinę. Tam gdzie ostat­nio – odparł i się roz­łą­czył.