Dziedzictwo
Ann Patchett — Literatura

Już gdy wychodzili z kuchni, było w niej ciasno, ale teraz tłoczyło się tam trzy razy więcej ludzi, głównie mężczyzn. Nie było śladu po matce Beverly ani po dziecku. Beverly stała przy zlewie, trzymając nóż rzeźnicki. Kroiła turlające się po kuchennym blacie pomarańcze, uciekające z olbrzymiej sterty, a dwaj prawnicy z biura prokuratora okręgowego Los Angeles, Dick Spencer i Albert Cousins – bez marynarek i krawatów, z rękawami koszul podwiniętymi wysoko nad łokciami – obracali połówki pomarańczy na dwóch metalowych wyciskarkach. Czoła mieli zaczerwienione i mokre od potu, ich rozpięte kołnierzyki właśnie zaczynały ciemnieć. Pracowali, jakby bezpieczeństwo ich miasta zależało od produkcji soku pomarańczowego.

Bonnie, siostra Beverly, teraz już gotowa do pomagania, zdjęła okulary z nosa Dicka Spencera i wytarła je świeżą ściereczką do naczyń, mimo że gdzieś w tłumie stała jego żona, mogąca to zrobić własnoręcznie. Gdy wzrok Dicka został uwolniony od cienkiej zasłony z potu, mężczyzna zobaczył Fixa i Toma i zawołał, żeby dali lód.