– Lód! – krzyknęła Bonnie, i miała rację, bo było gorąco jak w piekle i lód wydawał się lepszy niż wszystko inne. Rzuciła ściereczkę, żeby wziąć od Toma dwie reklamówki, które następnie włożyła do zlewu, kładąc je na zgrabnych miseczkach z wydrążonych skórek pomarańczy. Potem zabrała reklamówki od Fixa. To ona odpowiadała za lód.
Beverly przestała kroić.
– Doskonałe wyczucie czasu – powiedziała i zanurzyła papierowy kubek w otwartym foliowym opakowaniu, nabierając trzy skromne kostki, jakby wiedziała, że trzeba z nich korzystać z umiarem. Zrobiła małego drinka – pół dżinu, pół soku pomarańczowego z pełnego dzbanka. Nalała następny, potem jeszcze jeden i kolejne, a kubki wędrowały przez kuchnię, za drzwi i do rąk czekających gości.
– Kupiłem tonik – powiedział Fix, patrząc na jedną reklamówkę, która została mu w ręku. Był rozżalony. Czuł, że w czasie potrzebnym, by pójść do sklepu i wrócić, on i jego brat jakimś cudem zostali w tyle za resztą uczestników imprezy.