Dziedzictwo
Ann Patchett — Literatura

– Sok pomarańczowy jest lepszy – powiedział Albert Cousins, przerywając wyciskanie owoców tylko na chwilę potrzebną na wychylenie drinka, którego zrobiła mu Bonnie. Bonnie, jeszcze niedawno zakochana w gliniarzach, zmieniła front, zwracając się w stronę dwóch prawników z biura prokuratora okręgowego.

– Do wódki – odparł Fix. Do screwdriverów. Każdy to wiedział.

Cousins spojrzał na niedowiarka i przechylił głowę, a Beverly podała mężowi drinka. Wyglądało to zupełnie tak, jakby ona i Cousins wypracowali jakieś wspólne zasady. Fix trzymał kubek w ręku i wpatrywał się w nieproszonego gościa. Miał w domu trzech braci, bezlik silnych mężczyzn z policji w Los Angeles i księdza, który organizował sobotnie zajęcia bokserskie dla chłopaków sprawiających problemy wychowawcze. Każdy z nich przyznałby mu rację, gdyby Fix zechciał wyprosić ze swojego przyjęcia jednego zastępcę prokuratora okręgowego.

– Na zdrowie – powiedziała cicho Beverly. Nie miało to być toastem, lecz poleceniem, i Fix, nadal przekonany, że ma powód do niezadowolenia, uniósł papierowy kubek.