I choć niedawno ogołocone drzewa pomarańczowe za domem uginały się wcześniej pod ciężarem owoców, nigdy nie byłyby w stanie dostarczyć wystarczająco dużo surowca, żeby zaspokoić pragnienie wszystkich gości. Jak powszechnie wiadomo, sok pomarańczowy nie pasuje do dżinu, a zresztą kto by się spodziewał drinków na przyjęciu z okazji chrztu? Nikt nie miałby Keatingom za złe, gdyby po prostu wstawili dżin do barku. Ale Fix Keating dał butelkę żonie, a jego żona, zmęczona stresem związanym z organizacją udanego przyjęcia, zamierzała wypić drinka – a skoro ona zamierzała go wypić, to, na Boga, wszyscy goście mogli do niej dołączyć. Pod wieloma względami był to cud Beverly Keating. Albert Cousins, mężczyzna, który przyniósł dżin, zasugerował też użycie wyciskarki. Siedział obok ojca Joego Mike’a niespełna dwie minuty wcześniej, opowiadając mu, że pochodzi z Wirginii i po trzech latach w Los Angeles wciąż oszałamia go obfitość cytrusów zwisających z drzew. Bert – powiedział księdzu, żeby mówił mu Bert – wychował się na mrożonym koncentracie dolewanym do dzbanków z wodą, który, choć wtedy o tym nie wiedział, nie miał nic wspólnego z sokiem pomarańczowym.