Czy nie na tym polegał prawdziwy cud? Nie na tym, że Chrystus wytrząsnął ze świętego rękawa stół bufetowy i zaprosił wszystkich na ryby i chleb, ale na tym, że ludzie, którzy przynieśli sobie posiłek w torbach z koźlej skóry, może trochę zbyt obfity jak na potrzeby ich rodziny, ale z pewnością nie dość duży, żeby wykarmić masy, zostali zachęceni do śmiałej szczodrości przykładem, jaki dał im ich Nauczyciel i jego uczniowie. Tak samo uczestnicy tego przyjęcia z okazji chrztu zostali poruszeni szczodrością Beverly Keating albo jej widokiem w tej żółtej sukience, jej jasnymi włosami, zwiniętymi i upiętymi, by odsłonić gładki kark, kark, który znikał w wycięciu z tyłu żółtej sukienki. Ojciec Joe Mike upił łyk drinka. A gdy było po wszystkim, zebrali dwanaście koszy resztek. Rozejrzał się, spoglądając na wszystkie kubki na stołach, krzesłach, na ziemi. W wielu z nich został na dnie ostatni łyk albo dwa. Ile uzbierałoby się resztek, gdyby je wszystkie pozbierali? Ojciec Joe Mike czuł się gorszy, bo nie zaproponował, że pójdzie do probostwa zobaczyć, co mógłby przynieść.