Dziedzictwo
Ann Patchett — Literatura

W niedzielę nie był jednak w stanie znowu się z tym mierzyć – z dziećmi, żoną i pracą – więc przypomniał sobie o przyjęciu z okazji chrztu, na które nie został zaproszony. Teresa spojrzała na niego i jej twarz na chwilę się rozjaśniła. Mimo trzydziestu jeden lat wciąż miała piegi rozsiane na grzbiecie nosa i policzkach. Często powtarzała, że chciałaby wspólnie z nim prowadzać dzieci do kościoła, nawet jeśli nie wierzył w Kościół, w Boga ani w związane z nimi rzeczy. Uważała, że dobrze by im to zrobiło jako rodzinie, a to przyjęcie mogło być punktem wyjścia. Mogliby pójść tam razem.

– Nie – powiedział. – To sprawy zawodowe.

Zamrugała.

– Przyjęcie z okazji chrztu?

– Ten facet jest gliniarzem. – Miał nadzieję, że żona nie spyta o nazwisko tego gliniarza, bo akurat w tym momencie nie mógł go sobie przypomnieć. – Wiesz, decyduje o ważnych sprawach. Idzie całe biuro. Muszę po prostu wpaść i mu pogratulować.