Dziedzictwo
Ann Patchett — Literatura

Ksiądz, z którym rozmawiał wcześniej na tarasie, nie był tak pijany jak on, a mimo to zdecydowanie twierdził, że dzieje się tu coś niezwykłego. Powiedzenie, że dzieje się coś niezwykłego, było równoznaczne ze stwierdzeniem, że wszystko może się zdarzyć. Cousins sięgnął lewą ręką po kubek i przestał wyciskać sok, żeby rozluźnić nadgarstek za pomocą okrężnych ruchów, które podpatrzył kiedyś u Teresy. Sztywniała mu ręka.

Fix Keating stał w drzwiach, obserwując go, jakby dokładnie wiedział, co mu chodzi po głowie.

– Dick dał mi zadanie – powiedział Fix.

Gliniarz nie był wielkim facetem, ale od razu można było poznać, że nerwy ma napięte jak postronki i że każdy dzień upływa mu na szukaniu bójki, w którą można by się rzucić. Wszyscy irlandzcy gliniarze tacy byli.

– Jesteś gospodarzem – powiedział Cousins. – Nie musisz tu siedzieć i wyciskać soku.

– Jesteś gościem – odpowiedział Fix, sięgając po nóż. – Powinieneś dobrze się bawić.

Cousins nigdy jednak nie czuł się dobrze w tłumie. Gdyby to było przyjęcie, na które zaciągnęła go Teresa, nie wytrzymałby dwudziestu minut.