– Patrzcie, jaka ona śliczna – powiedziała teściowa Fixa, nie zwracając się do nikogo konkretnego i głaszcząc dziecko grzbietem palca po krągłym policzku.
– Lód – powiedziała Beverly do męża. – Skończył nam się lód.
– Miała go przynieść twoja siostra.
– Ale nie przyniosła. Możesz poprosić któregoś z chłopaków, żeby po niego skoczył? Jest za gorąco na przyjęcie bez lodu. – Fartuszek miała zawiązany na szyi, ale w pasie już nie. Starała się nie pognieść sukienki. Pasemka blond włosów wysunęły się z jej francuskiego koka i opadały na oczy.
– Skoro nie przyniosła lodu, mogła przynajmniej tu przyjść i zrobić trochę kanapek. – Mówiąc to, Fix patrzył prosto na Wallis, ale kobieta tylko zamknęła szminkę i go zignorowała. Chciał w ten sposób pomóc żonie, bo najwyraźniej miała ręce pełne roboty. Patrząc na nią, każdy by uznał, że Beverly to osoba, która wydając przyjęcia, korzysta z kateringu i siedzi na kanapie, gdy inni noszą tace.