Fix powiedział, że sam pójdzie po lód. Przy ich ulicy był sklep i Fix nie miał nic przeciwko temu, żeby na chwilę wymknąć się z domu. Względny spokój okolicy, uporządkowany układ parterowych budynków z gęstymi, zielonymi trawnikami, smukłe cienie rzucane przez palmy oraz zapach kwiatów pomarańczy – to wszystko w połączeniu z papierosem, którego palił, działało na niego uspokajająco. Dołączył do niego jego brat Tom i szli razem w przyjemnym milczeniu. Tom i Betty mieli już troje dzieci, same dziewczynki, i mieszkali w Escondido, gdzie Tom pracował w straży pożarnej. Fix zaczynał rozumieć, że właśnie tak wygląda życie, gdy człowiek zrobi się starszy i pojawią się dzieci: nie ma się tyle czasu, ile zamierzało się mieć. Bracia nie widzieli się, odkąd wszyscy zjechali do domu ich rodziców, żeby pójść na pasterkę, a wcześniej spotkali się chyba w Escondido przy okazji chrztu Erin. Obok przejechał czerwony sunbeam kabriolet i Tom powiedział: „Ale bryka”. Fix kiwnął głową, żałując, że nie zauważył jej pierwszy. Teraz musiał czekać, aż pojawi się jakiś inny ciekawy wóz. W sklepie kupili cztery worki lodu i cztery butelki toniku.