Lekko się zachwiała, kiedy zakręciło jej się w głowie. Wypiła tego wieczora trochę za dużo, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że właściwie nie zamierzała z kimkolwiek się widzieć. Plan był taki, że będzie piła dopóty, dopóki nie urwie jej się film.
– Jezu… – mruknął Paderborn. – Jesteś…
– Najebana, ale dama.
Olgierd rozejrzał się w poszukiwaniu funkcjonariusza, któremu z pewnością miał zamiar polecić, by odeskortował Chyłkę poza strefę zamkniętą policyjnymi taśmami.
– Ja i trzeźwość ostatnio nie widujemy się z bliska – dodała.
– Widzę. Ale mogłabyś dać sobie na wstrzymanie, kiedy wybierasz się na miejsce przestępstwa.
– Nie mogłabym, Padre, bo po pierwsze nie wiedziałam, że się wybieram. A po drugie wyznaję zasadę, że alkohol wszystko rozwiązuje.
– Oczywiście.
– Język, portfel, małżeństwa – rzuciła Joanna. – A to tylko trzy losowo wybrane przykłady.
Prokurator chciał skinąć na jednego z mundurowych, ale Chyłka wymierzyła w niego palcem wskazującym.
– Peja reprezentuje biedę – oznajmiła.
– Że co?
– A ja sprawcę tego całego zamieszania – wyjaśniła, rozkładając ręce. – Czyli pechowego stróża prawa, który spowodował, że ten tu leży w worku, zamiast…