– Nikogo nie reprezentujesz. Nie masz uprawnień.
– Prowadzę biuro porad prawnych.
– Świetnie – bąknął Paderborn i już miał przywołać funkcjonariusza, ten jednak zniknął im z pola widzenia.
Chyłka zrobiła krok w stronę prokuratora.
– Sprawdź sobie w KRS-ie – podsunęła. – Nazywa się Adiuvame. Siedziba mieści się w uroczym miejscu na Saskiej Kępie. PKD sześćdziesiąt dziewięć, dziesięć, zet.
Olgierd nie sprawiał wrażenia, jakby to cokolwiek zmieniało.
– Nazwa od łacińskiego „pomóż mi”. Taka sobie, ale wymyślałam w stanie delikatnie wskazującym.
– W którym zbyt często przebywasz.
– Przebywałabym mniej, gdybyście zaczęli lepiej wykonywać swoją robotę.
– Słuchaj…
– Minęły trzy miesiące od jego zaginięcia, Pader – ucięła ostro. – I dalej jesteście w dupie tak ciemnej, że światło dotrze tam dopiero za tysiąc lat.
Wiedziała, że akurat on zrobił wszystko, by odpowiednie służby odnalazły Kordiana. Z punktu widzenia prokuratury sytuacja była jednak jasna: brakowało dowodów na to, że Piotr Langer w ogóle żyje. A namierzanie osób zaginionych nie leżało w ich gestii.