Nogi miał podciągnięte, ręce oparte na kolanach. Nieobecny wyraz twarzy i zaschnięte krople krwi na czole dopełniały obrazu człowieka kompletnie wybitego z rzeczywistości.
Szczerbiński ocknął się dopiero, kiedy Joanna zatrzymała się tuż przed nim.
– Coś ty, kurwa, zrobił?
Rozejrzał się jak spłoszone zwierzę i kaszlnął nerwowo. Paderborn odszedł, a w najbliższej okolicy nie było nikogo, kto mógłby przysłuchiwać się rozmowie.
– Mów – dodała.
– To… to było zwykłe zatrzymanie. Facet wyciągnął broń i…
– I strzeliłeś mu prosto w łeb? Zdajesz sobie sprawę, jak to wygląda?
Podkomisarz w końcu utkwił w niej rozbiegane spojrzenie. Wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć.
– Jak egzekucja – dodała.
– Wiem, ale…
– Ale co?
– On miał broń – powtórzył Szczerbiński. – A ja nie miałem czasu dobrze wycelować.
– I jakimś cudem trafiłeś prosto między oczy?
Nie odpowiedział, a Joanna powiodła wzrokiem dookoła.
– Gdzie jest ta broń?
– Nie wiem. Musieli już ją zabezpieczyć.
– Gość miał palec na spuście?
Szczerbiński wbił pusty wzrok przed siebie, a Chyłka odniosła wrażenie, że będzie to jedyna odpowiedź, jaką uzyska.
– To był nóż. Poza tym…
– Facet groził ci nożem, a ty musiałeś strzelać, żeby się przed nim obronić?