Gorzko, gorzko
Joanna Bator — Literatura

W domu był więc tylko on, ojciec o potężnym ciele i wielkich dłoniach, obdarzony dudniącym głosem i delikatnymi różowymi uszami, które pozwalał Bercie miętosić, kiedy była mała. Patrzyła wtedy zafascynowana, jak ich jasny kolor ciemnieje, gdy naczynia wypełniają się krwią, i te delikatne chrząstki stanowiły dla niej namiastkę matczynego ciepła. Ciągnij mocno, prosiaczku, zachęcał córkę Hans Koch, Ciągnij, aż urwiesz i będziesz miała ojca bez uszu, i śmiał się, aż podskakiwała z radości na jego potężnym karku. W takich chwilach, zwłaszcza jeśli wcześniej zaspokoiła głód kawałkiem czarnej kiszki lub kiełbasy przyprawionej czosnkiem i majerankiem, niczego jej nie brakowało.

Dopiero gdy urosła na tyle, by zacząć pytać o matkę, jej dziecięca beztroska zmąciła się, jakby ktoś w głąb serca Berty nasypał sadzy z koksowni w Waldenburgu. Czy wyjechała do Waldenburga? Może wcale nie umarła, lecz żyje w pięknym Waldenburgu? Niech ojciec jej powie, niech się przyzna, że kłamał. Gdy w porę jej nie spacyfikował obietnicą lub prezentem, kończyło się padnięciem na podłogę i wyciem, a gdy podnosił córkę, jej ciało było sztywne i wygięte w łuk. Darła się, że chce jechać do Waldenburga, do mamy.