Do Waldenburga uciekali za robotą przy węglu młodzieńcy z Langwaltersdorfu, by powracać w odwiedziny z oczami obwiedzionymi czarną kreską, co niektórym osobliwie przydawało urody i męskości. Ten to już miastowy, mawiano o nich z przekąsem. Czasem, choć o wiele rzadziej, trafiały tam dziewczyny, do pracy jako służące, za mąż i najrzadziej do szkół, po czym na ogół już nie wracały. W wietrzne zimowe noce można było wyczuć zapach miasta, ciepły węglowy powiew, budzący w małych chłopcach zew podziemnej przygody, a w dziewczętach głód przygód naziemnych, niedostępnych w cichym i nudnym Langwaltersdorfie. Do Waldenburga raz do roku przyjeżdżał cyrk i gdy Hansowi udało się skierować zainteresowanie Berty w tę stronę, oddychał z ulgą, bo pytań o żonę bał się najbardziej.